Przypomnieli sprawę Karczewskiego. Rzecznik PiS: Różnica jest zasadnicza
"Afera w Szpitalu Południowym to afera ośmiorniczek do ósmej potęgi" – skomentował doniesienia o działalności 28-letniego lekarza Dawida Kacprzyka i "saloniku VIP" senator PiS Stanisław Karczewski.
Na wpis polityka zareagowała Dominika Wielowieyska z "Gazety Wyborczej". "Panie Senatorze, rożne osoby mają mandat, aby krytycznie się wypowiadać w tej sprawie, ale akurat Pan ma problem. Zarobił Pan na dyżurach 400 tys. zł, choć był Pan w tym szpitalu na urlopie bezpłatnym" – napisała na platformie X.
Sprawa senatora Karczewskiego
Dziennikarka przypomniała tym samym o sprawie, którą w 2019 r. opisał portal tvn24.pl. Według tych doniesień, były marszałek Senatu, z zawodu chirurg, otrzymywał wynagrodzenie za dyżury w szpitalu w Nowym Mieście nad Pilicą w czasie, gdy formalnie przebywał na bezpłatnym urlopie w związku z wykonywaniem mandatu senatora.
Po tym, jak Karczewski pierwszy raz uzyskał mandat senatora w 2005 r., dostał zgodę Kancelarii Senatu na pracę w szpitalu w charakterze wolontariusza. W grudniu 2006 r. podpisał z dyrektorem placówki w Nowym Mieście nad Pilicą porozumienie, z którego wynikało, że może pełnić dyżury i sprawować funkcję ordynatora oddziału. Wolontariat pozwalał Karczewskiemu zachować prawo wykonywania zawodu lekarza. W umowie wskazano konkretne stawki. Na ich podstawie Karczewski od marca 2009 r. do września 2015 r. zarabiał między 3,7 a 11,4 tys. zł netto miesięcznie.
"Proszę nie manipulować"
"Widzę, że niektórzy dziennikarze próbują usprawiedliwiać działania ekipy Tuska ws. saloniku VIP i wyłudzanie pieniędzy za fikcyjne umowy i pracę atakując i zrównując tę sprawę z pracą p. senatora Karczewskiego, lekarza z kilkudziesięcioletnim stażem. RÓŻNICA JEST ZASADNICZA: senator Karczewski na podstawie umowy cywilnoprawnej PRACOWAŁ I LECZYŁ ludzi. Kwota 400 tys. zł dotyczy 6 lat (rocznie ok. 66 tys zł). A w Szpitalu Południowym i innych warszawskich szpitalach Platforma Obywatelska zorganizowała sobie partyjny folwark: jedni działacze w radach nadzorczych i zarządach wypłacali innemu działaczowi bez medycznych kwalifikacji publiczne pieniądze – 1,6 mln zł – na podstawie de facto fikcyjnych umów i braku konieczności pracy" – wskazał rzecznik PiS Rafał Bochenek.
"To było czyste złodziejstwo PO. Nie da się tego usprawiedliwić. Proszę nie manipulować" – zaapelował polityk. We wpisie oznaczył Wielowieyską, a także Roberta Mazurka. "Tak długo, jak PiS będzie trzymał takich ludzi jak Karczewski – oczywiście nie tylko o niego chodzi – tak długo w sprawach patologii w szpitalach będzie musiał milczeć. Albo robić z ludzi idiotów, co skądinąd uwielbia" – napisał w niedzielę na platformie X dziennikarz Kanału Zero.